W historii ludzkości przepowiadano już wiele końców świata. Czy w roku 2012 nastąpi koniec świata? Nakręcana jest spirala przerażenia, która wydaje się nie mieć końca. Aktualnie znane są już dziesiątki najróżniejszych przepowiedni odnośnie daty 2012, wszystkie mówią o zagładzie a tylko mała ich część o "zmianie". Ile w tych przepowiedniach jest prawdy? Żyjemy obecnie w świecie rozwiniętej technologii, w świecie, w którym to, co stanowi naszą codzienność - od telewizji, przez transplantację ludzkich organów, po loty kosmiczne - jeszcze przed stuleciem uważane było za fantazję. Jednakże żyjemy jednocześnie w świecie, w którym magia i wiedza tajemna nie straciły na znaczeniu. W dzisiejszych czasach w dalszym ciągu wiele ludzi, tak kobiet jak i mężczyzn, szuka u jasnowidzów, wróżbitów czy astrologów nie tylko pomocy w rozwiązywaniu swoich codziennych, osobistych problemów, lecz również odpowiedzi na pytania dotyczące przyszłości całej ludzkości. Przez stulecia poznajemy najróżniejsze przepowiednie końca świata. Od biblijnego objawień przez Nostradamusa, aż do licznych proroctw religijnych, pseudoreligijnych lub wypowiedzi spekulujących na sensacjach proroków, wizjonerów i szarlatanów, przedstawiających różne domniemane czy urojone apokalipsy. Dziś dochodzą do tego jeszcze naukowo upiększone czy umotywowane politycznie histerie czasu zagłady, widzące całe zło w technice, wmawiające pozostałej części ludzkości nieuchronność globalnej śmierci i nie widzące alternatywy ani dla straszliwego szybkiego końca, ani dla strachu bez końca.
2012 KONIEC ŚWIATA

W historii ludzkości przepowiadano już wiele końców świata. Po raz pierwszy, przynajmniej w europejskim kręgu kulturowym, miała to być noc sylwestrowa 999-1000. Wtedy od wielu lat panował głód i bezrobocie, w ciężkie zimy brakowało drewna na opał, a najpotrzebniejsze produkty spożywcze wciąż drożały. Ale nikomu nie chciało się nawet kiwnąć palcem, bo i po co? Czyż w Biblii nie napisano wyraźnie o walce Michała Archanioła z szatanem: "I pochwycił smoka, węża starodawnego, którym jest diabeł i szatan, i związał go na tysiąc lat. I wrzucił go do otchłani i zamknął ją, i położył nad nim pieczęć, aby już nie zwodził narodów, aż się dopełni owych tysiąc lat. Potem musi być wypuszczony na krótki czas" (Obj. 20, 2-3). To miało nastąpić. Nikomu chyba poważnie nie przeszkadzało, że Jezus sam powiedział: ?Ale o tym dniu i godzinie nikt nie wie: ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec" (Mar. 13, 32). Kolumny umartwiających się pokutników rozbiegły się po Europie, szerząc smutek i przygnębienie (obok dżumy i cholery). Nieliczni, którzy nie dali się zwariować agonią, obejmującą cały świat zachodni, i starali się zachować rozsądek, nie byli z pewnością dość silni czy zdolni do walki z tymi bredniami. Pozostało im jedno: przeczekać. I nadszedł rok 1000 i nic się nie zdarzyło! Rankiem 1 stycznia 1000 roku słońce jak zawsze wzeszło na wschodzie, nie otworzyły się bramy piekieł, nie zagrzmiały z nieba apokaliptyczne trąby i nie zostali wskrzeszeni umarli. Życie toczyło się dalej, tak jak dotychczas.
Wciąż powtarzały się podobne, nie tak jednak radykalne zapowiedzi zagłady świata. Ponowne pojawienie się na niebie komety Halleya w 1910 roku przeraziło pół świata. A kiedy dwaj brytyjscy badacze zapowiedzieli na 1982 rok tzw. "efekt Jowisza", rzadką w Układzie Słonecznym konstelację, gdy większość planet ustawi się jakby w szeregu, to nawet nasi "oświeceni" współcześni uwierzyli w zbliżające się trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów, przesunięcia biegunów i wielkie katastrofy klimatyczne. Następną "podejrzaną" datą był rok 1988, kolejną - jakże inaczej - był przełom stulecia. Jednak i po 1 stycznia 2000 roku słońce dalej wschodzi, nie zobaczyliśmy apokaliptycznych jeźdźców wymachujących trąbami, a groby się nie otworzyły. Dotychczas historia pokazała jedynie, że w ciągu dziejów człowiek stale potwierdzał swoją umiejętność rozpoznawania kryzysów, stawiania czoła niebezpieczeństwom i pokonywania przeszkód.
Jeśli jednak zechcemy widzieć wszystko w czarnych barwach, to wcześniej czy później staniemy się ofiarą własnego pesymizmu: po co się męczyć, jeśli za kilka lat i tak będzie po wszystkim? Jest to dokładnie takie samo zachowanie, jak zachowanie wyśmiewanych przez nas ludzi z 999 roku czy 2000 a niedługo i 2012 roku. Tylko, że leżenie z założonymi rękami miałoby w dzisiejszych czasach bardziej katastrofalne następstwa niż przed tysiącem lat. Co mamy myśleć o tych wszystkich proroctwach sprzed wielu, wielu lat, zapowiadających koniec świata? Przepowiednie przyszłych wojen i klęsk głodu można znaleźć w różnych tradycjach. Z takimi proroctwami występował nawet Chrystus (Mat. 24, 6-7). "Będziecie słyszeć o wojnach i pogłoskach wojennych; uważajcie, nie trwóżcie się tym. To musi się stać, ale to jeszcze nie koniec. Powstanie bowiem naród przeciw narodowi i królestwo przeciw królestwu. Będzie głód i zaraza, a miejscami trzęsienia ziemi" (cytat za Biblią Tysiąclecia). Nie powinniśmy zatem obawiać się roku 2012, tak jak przed tysiącem lat obawiano się roku 1000. Wtedy, w roku 999, chłopi pozostawiali na polach nie zebrane zboże, uważając, że w następnym roku nie będą już oglądać owoców swojej pracy. Nostradamus zapewnia, że po roku 2000 czekają nas jeszcze dalsze prawie dwa tysiąclecia.
Ludzie zawsze szukali przepowiedni, by odgadnąć przyszłość. Ale czy to możliwe? Trudno doszukać się w nich prawdy... przed faktem. Kiedy coś się już wydarzy - pasują do tego wszystkie wizje. Nad miastem Boga podniesie się wielki zgiełk. Dwaj bracia zostaną unicestwieni, a twierdza nie runie. A wielki władca runie. Trzecia wojna rozpocznie się, gdy miasto stanie w ogniu. Owa słynna już przepowiednia mistrza Nostradamusa narobiła sporo zamieszania w 2001 roku, po ataku na bliźniacze wieże WTC w Nowym Jorku. Wszyscy mówili: "On to przewidział!". Czy rzeczywiście? Pomijając już fakt, że specjaliści podważają autentyczność tej przepowiedni, trzeba przyznać, iż jest tak mętna, że może pasować do bardzo wielu sytuacji. Bliźniacze wieże? A może tego proroctwa powinni się obawiać wszyscy bracia na świecie? Mętne wizje mistrza Nostradamusa. Centurie Nostradamusa - czterowiersze, uważane powszechnie za wyjątkowo trafne proroctwa - pisane były trudno zrozumiałym dla współczesnego człowieka językiem starofrancuskim. To prawda, Nostradamus zrobił karierę na dworze króla Henryka II - głównie dlatego, że przepowiedział ponoć jego rychłą śmierć. Słowa jasnowidza brzmiały mniej więcej tak: "Młody lew pokona starego na polu walki w pojedynku; utkwi oczy swoje w ich złotej klatce, dwie rany w jednej; po czym skona okrutną śmiercią." Oczywiście - dopóki król żył - nikt nie zauważył w tych słowach żadnej szczególnej wizji. Co więcej, dworzanie nazywali Nostradamusa pijakiem, bredzącym w gorączce. Ale 1 lipca 1559 roku król pojechał na turniej, gdzie pojedynkował się z młodym rycerzem. Lanca przeciwnika ześlizgnęła się po przyłbicy królewskiego hełmu. Ugodziła wielkiego władcę w oko, po czym pękła na dwoje, a odłamek wbił się w gardło monarchy. Henryk II konał w męczarniach przez kilka długich dni. A potem na dworze gruchnęła wiadomość: on to przewidział! Badacze zastanawiają się, czy Nostradamus w swoich centuriach rzeczywiście przewidywał przyszłość, czy może dokonywał tylko bardzo sprytnego szalbierstwa. Pisał najeżone napuszoną symboliką czterowiersze, które zwyczajnie... wymyślał. Znamy ich ponad tysiąc. Naprawdę nietrudno któryś przyporządkować do aktualnych, tragicznych wydarzeń... Katastrofalna zmiana biegunów Ziemi. Pod koniec drugiego tysiąclecia - podobnie, jak wtedy, gdy zbliżał się rok tysięczny - ludzie gorączkowo szukali wskazówek na najbliższą przyszłość, niektórzy obawiali się końca świata. Zaczęły się mnożyć coraz bardziej fantastyczne wizje. Przepowiadały rychłą zagładę Ziemi w związku z nadejściem 2000 roku a teraz 2012. I jakoś zapomniano, że milenijny przełom zbliżał się tylko dla... chrześcijan. Na przykład dla Chińczyków minęło już ponad 4700 lat! Jedną z ciekawszych przepowiedni, które przywołano w tym okresie, jest tzw. Proroctwo Oriona. Zgodnie z nim 21 grudnia 2012 roku dojdzie do przebiegunowania Ziemi - w związku z bardzo dziwnym układem planet zdarzającym się raz na 12 tys. lat. Ponoć o cykliczności takiego zjawiska wiedzieli Majowie. Czy znów nastąpi - podobnie jak 12 tys. lat temu - wielka powódź? To zgadzałoby się z wizją Edgara Cayce'a (1877-1945), wróżbity z Ameryki, nazywanego "Śpiącym prorokiem". Jego zdaniem przełom tysiącleci to początek końca. Stopią się wielkie lodowce na biegunach. Zalane zostaną wybrzeża Ameryki, pod wodą znajdzie się Los Angeles, Nowy Jork, San Francisco. Z powierzchni Ziemi zniknie Japonia. Dla odmiany Mario de Sabato (ur. w 1933 r.), włoski jasnowidz, przewidywał masową migrację Chińczyków na zachód i bezkrwawy podbój Europy. Z tymi przepowiedniami o tyle trudno dyskutować, że... jeszcze się nie spełniły, gdyż dotyczą późniejszych lat. Ale znano już podobne wizje, które powinny się spełnić - a tak się nie stało. W 1989 roku w USA wydano książkę "Mass dreams of the future" - opartą na zapiskach z licznych seansów hipnotycznych, w których brali udział zwykli ludzie. Osoby te miały podobno - w stanie hipnozy - możliwość wejrzenia w przyszłość. Tu także mówiło się o zjawisku przebiegunowania Ziemi - miało ono się zacząć w 1996 roku. W 1998 roku w wyniku trzęsień ziemi miała zostać zalana wodą Japonia (a więc podobnie jak w przepowiedniach Cayce'a). Kalifornia, Arizona i sąsiednie stany USA miały zostać skute lodem i śniegiem. Niezwykle silne wstrząsy sejsmiczne koniec końców miały oderwać zachodnią Kalifornię wraz z miastami Los Angeles i San Francisco od kontynentu amerykańskiego (znów podobnie jak u "Śpiącego proroka"). I co? I nic się nie sprawdziło. Nikt natomiast nie przewidział katastrofalnych pożarów w Australii i na Florydzie pod koniec lat 90. ani morderczego uderzenia fal tsunami na Tajlandię w roku 2004.
Czego dotyczyło Objawienie Fatimskie. Można podważać prawdziwość mętnych wizji Nostradamusa i katastroficznych przepowiedni współczesnych jasnowidzów. Ale Objawienia Fatimskie to wizje, w które wierzą wszyscy katolicy. Zostały przecież uznane przez Kościół. Jak to jest właściwie z przepowiednią przekazaną przed siedemdziesięciu laty trójce dzieci w Portugalii przez postać, która ?jednak musiała to wiedzieć", przez Matkę Boską? Od początku lat sześćdziesiątych znana jest, choć tylko we fragmentach, wersja słynnej ?trzeciej części orędzia", którą przekazano dzieciom z Fatimy w 1917 roku. W proroctwie tym, przez wielu uważanym za autentyczne, powiedziano dosłownie:
"Na całą ludzkość przyjdzie wielka kara, jeszcze nie dziś i nie jutro, ale w drugiej połowie dwudziestego wieku... Nigdzie nie ma porządku. Nawet na najwyższych szczeblach władzy panuje szatan i decyduje o wszystkim. Zdoła wniknąć nawet na najwyższe urzędy kościelne. Będzie umiał opętać umysły wielkich naukowców, którzy wynajdą broń zdolną w kilka minut zniszczyć połowę ludzkości! Opanuje przywódców narodów, a oni zlecą jej produkcję na wielką skalę. Jeśli ludzkość temu się nie sprzeciwi, nie będę mogła powstrzymać ręki sprawiedliwości mego Syna, Jezusa Chrystusa. Spójrzcie, Bóg ukarze wtedy ludzi surowiej i dotkliwiej, niż ukarał ich kiedyś potopem. Ale także dla Kościoła nadejdzie czas najcięższej próby. Kościół pogrąży się w mroku, a świat wielce się przerazi, wielka wojna rozpęta się w drugiej połowie dwudziestego wieku. Ogień i dym spadną wówczas z nieba, woda z oceanów wyparuje, piana z sykiem uderzy w niebo i przewróci się wszystko, co stoi. Miliony, wiele milionów ludzi zginie z godziny na godzinę, a ci, którzy przeżyją, będą zazdrościć umarłym. Wszędzie, gdzie spojrzeć, będą cierpienia, nędza na całej ziemi i zagłada we wszystkich krajach. Spójrzcie, ten czas jest coraz bliżej, nieszczęście staje się coraz większe, nie ma żadnego ratunku, dobrzy umrą razem ze złymi, wielcy z małymi, książęta Kościoła z wiernymi, władcy tego świata ze swymi ludami, wszędzie zapanuje śmierć, przez błądzących ludzi wychwalana jako triumf i przez pachołków szatana, który będzie jedynym władcą na ziemi. Będzie to czas, którego nie oczekuje żaden król i cesarz, żaden kardynał i biskup. Nadejdzie jednak zgodnie z wolą Boga Ojca, by ukarać tych, którzy muszą zostać ukarani. Ale później ci, którzy wszystko przetrwają i pozostaną przy życiu, wezwą Boga i jego wspaniałość, i znowu będą służyć Bogu jak kiedyś, gdy świat nie był jeszcze tak zepsuty. Wzywam wszystkich prawdziwych następców mego Syna, Jezusa Chrystusa, wszystkich prawdziwych chrześcijan i apostołów ostatniego czasu! Zbliża się czas i koniec, jeżeli ludzie się nie nawrócą i to nawrócenie nie nadejdzie z góry od rządzących światem i rządzących Kościołem. Lecz biada, biada, jeśli to nawrócenie nie nastąpi i wszystko pozostanie tak, jak jest, stanie się wtedy jeszcze o wiele gorzej! Idź, moje dziecko, i ogłoś to! Będę stać u twego boku służąc ci pomocą".
Podobno Trzecia Tajemnica Fatimska mówi o księdzu w bieli przygniecionym bólem i troską, który u stóp krzyża zostaje przeszyty strzałami nieprzyjaciół i ginie. Powszechnie uważa się, że w tych słowach Matka Boska przestrzegała Jana Pawła II przed przygotowywanym na jego życie zamachem. Rzeczywiście - zamach miał miejsce 13 maja 1981 roku, kapłan w bieli został przeszyty strzałami, ale... ocalał. Pojawiła się także nowa interpretacja: być może chodziło o innego kapłana - brata Rogera, twórcę wspólnoty z Taize´ . On także ubierał się na biało, był przygnieciony bólem i troską, zginął przeszyty nożem. Jak widać, słabą stroną każdej przepowiedni jest duża dowolność interpretacji. Nie tylko niejasne czterowiersze Nostradamusa można odczytywać na wiele sposobów.
Przepowiednie Malachiasza. Po śmierci Jana Pawła II świat znowu tonął w domysłach. Podczas konklawe ktoś przypomniał przepowiednię Malachiasza. Zgodnie z jej słowami nowym papieżem miał zostać ten, któremu będzie można nadać tytuł "Gloria Olivae" (Chwała Oliwna). Cóż to miało oznaczać? Wielu twierdziło, że ciemny, oliwkowy kolor skóry. A wszak wśród kandydatów wymieniało się jednego kardynała czarnoskórego i kilku Latynosów. To by się zgadzało! Ale w zasadzie... tytuł ten pasowałby do każdego z kandydatów. Przecież np. Włosi pochodzą z kraju oliwek - a więc pasuje! Gdy wybrano kardynała Ratzingera, a ten przyjął imię Benedykta XVI, zwolennicy przepowiedni Malachiasza zakrzyknęli z triumfem: przecież w godle zakonu benedyktynów jest... gałązka oliwna! Dopiero po wielu miesiącach od konklawe wyszło na jaw, że św. Malachiasz - ten prawdziwy, z Irlandii - nigdy żadnej przepowiedni o papieżach nie uczynił. A ta, którą mu powszechnie przypisywano, jest fałszywką pochodzącą z XVI wieku (czyli kilka stuleci po Malachiaszu). Jak widać, od wieków fabrykuje się kolejne przepowiednie... A my wierzymy - bo przecież tak bardzo chcemy wiedzieć, kiedy wreszcie będzie ten koniec świata! Dobrze byłoby wiedzieć, czy warto jeszcze chodzić do pracy, spłacać kredyt, czy można już rzucić to wszystko i szaleć - bo jutra nie będzie. Niestety, świat widać tak został skonstruowany, że wiedza o dniu jutrzejszym ma być dla nas niedostępna.
Fenomen przepowiadania polega na nawiązaniu kontaktu z istniejącą już w podświadomości wiedzą o przeszłości i o potencjalnych możliwych wydarzeniach w przyszłości oraz na wyrażaniu tej wiedzy w zewnętrznej, dającej się zinterpretować formie. Tą zewnętrzną formą mogą być karty, rozrzucone monety, widok dłoni czy rzucenie kości. Często mówi się, że przepowiednie są niejasne i można jest zinterpretować w dowolny sposób. Tymczasem wyrocznie są symboliczne. Interpretacja zależy tylko i wyłącznie od osoby zajmującej się wróżeniem. Interpretacja np. karty Tarota- Kochankowie dla wielu wróżbitów oznacza miłość, dla niektórych, dylematy miłosne i możliwości wyboru innego partnera. Dla jeszcze innych magów karta ta oznacza miłość fizyczną, pasję, namiętność. Przepowiednia może także odzwierciedlić to, co pragnie pytający. Każdy naród, kultura, społeczeństwo, tworzy własne metody przepowiadania przyszłości. Zawsze istnieli magowie, mędrcy, czarownice, czarnoksiężnicy, szamani, wtajemniczeni w sekrety wróżbiarstwa lub posiadający wrodzone zdolności przewidywania wydarzeń. W dzisiejszych czasach swoje usługi, w tym zakresie oferują zarówno poważni wróżbici, albo oszuści. W rzeczywistości niemal każdy człowiek może opanować niektóre metody wróżenia i stosować je w życiu.
W najbliższym czasie końca świata nie będzie. A w każdym razie na pewno nie będzie to taki "koniec", w którym świat zostanie ostatecznie zniszczony, a wszyscy ludzie uśmierceni i osądzeni. Chrześcijanie od samego początku istnienia ich religii wyczekują końca świata, a przecież w Biblii jest napisane, że nikt poza samym Bogiem nie zna tej daty. Nie znają jej ani święci ani Aniołowie, a skoro nikt jej nie zna, więc jest oczywiste, że nikt nie ma prawa podawać jej do publicznej wiadomości. absolutnie nie należy wierzyć w żadne, a szczególnie starodawne i przerażające przepowiednie dotyczące przyszłości świata! Takie przepowiednie można co najwyżej traktować jako ostrzeżenia dawane ludzkości, że jeśli nie zawróci ze złej drogi, wtedy jej przyszłość może być tragiczna. Ani przyszłość konkretnego człowieka, ani całego świata nie jest odgórnie ustanowiona, lecz ulega zmianom w zależności od naszych decyzji i działań. Tego, co naprawdę się zdarzy nie wie nikt, ponieważ przyszłość jest kształtowana na bieżąco. Jesteśmy wolnymi ludźmi, a nie bezwolnymi marionetkami poruszanymi przez jakieś potężne kosmiczne czy boskie siły i dlatego sami kształtujemy swoją przyszłość, każdego dnia podejmując nieskrępowane działania. Panika na świecie wybuchała zawsze przed końcem każdego stulecia, a tysiąclecia szczególnie! Z niepojętych przyczyn taka okrągła data wzbudza jakieś niepokoje. Niekiedy, u progu nowego stulecia, świat stawał się świadkiem prawdziwie dantejskich scen! Ci, którzy znają historię naszej cywilizacji wiedzą o tym i nie nabierają się na bajki o końcu świata, ponieważ są przygotowani na to i wiedzą, że od wieków w takim okresie lawinowo narasta psychoza, podsycana sprytnie przez tych, którzy wiedzą, że można na tym ubić niezły interes.
Rzeczą, która naprawdę może się zdarzyć w najbliższym czasie jest koniec obecnej cywilizacji, a właściwie kres obecnego porządku świata. Można to oczywiście nazwać końcem świata, a mówiąc dokładniej byłby to koniec "naszego świata". Sądzę jednak, że nie ma czego żałować, ponieważ na pewno nie będzie gorzej. Może być tylko lepiej. Wszystkie wzbudzające zaufanie przepowiednie mówią bardzo ciekawe rzeczy o roku 2012. Nie straszą one i nie sieją paniki, lecz przekazują pewną bardzo starą wiedzę, która stała się zrozumiała dopiero w naszych czasach. Takie przekazy pochodzą między innymi od Indian Ameryki Północnej i Południowej. Są one również otrzymywane jako tzw. channelingi od istot z innych światów i wymiarów. Mówią one o zapowiadanych od bardzo dawna wielkich zmianach na naszej planecie. W tych przekazach nie ma mowy o strasznym i mściwym Bogu, który wiedziony jakimś niezrozumiałym impulsem unicestwi całą Ziemię wraz ze wszystkim co żyje i surowo osądzi wszystkich złych grzeszników strącając ich na zawsze do piekła, lecz o tym, że przyszedł czas, aby zmienić nasze myślenie i całe nasze życie. Mrok, w którym żyliśmy do tej pory osiągnął swoje najwyższe natężenie, ale podobnie jak przed świtem, gdy jest najciemniej, tak i teraz zbliżamy się do chwili, gdy ciemność zacznie znikać oświetlona promieniami nowej epoki. Do roku 2012 ciemność zagęści się najsilniej, a potem nastąpi przesilenie. Nasze czasy są przełomowe i dlatego są tak dramatyczne. Można to porównać do ścierania się dwóch potężnych frontów atmosferycznych. Działają na siebie dwie przeciwstawne siły - mrok i światłość, które należy pojmować symbolicznie. Zanim mrok ustąpi będzie próbował zrobić wiele zła. Wielu ludzi ulegnie złym podszeptom, ale ci, którzy wiedzą o co idzie gra nie dadzą się oszukać ani pozbawić nadziei.

Czy w 2012 roku rzeczywiście ma nastąpić koniec świata, rzekomo zapowiadany przez kończący się w owym roku kalendarz Majów. Otóż przede wszystkim należy wiedzieć, że Majowie nazywali "światem" ten sam okres, który u nas nosi nazwę Roku Platońskiego, wynoszący w przybliżeniu ok. 25 770 lat. W naszej cywilizacji nazywany on jest "erą". Według naszej tradycji kończy się właśnie Era Ryb, a według Majów kończy się cykl życia planety, zwany "światem". W dniu 21 grudnia 2012 r. zamkną się wszystkie ważne cykle, uwzględniane w wyliczeniach ich kalendarza. Od tego momentu zaczyna się nowy "świat", czyli kolejny cykl życia planety oraz kolejny etap rozwoju ludzkości. W Biblii Jezus mówi: "Będę z wami do końca świata", jednak nastąpił tu błąd w tłumaczeniu. Było tam użyte słowo "aeon", oznaczające w rzeczywistości Erę. Tak więc Jezus w rzeczywistości powiedział "Będę z wami do końca ery". Dokładniej: do końca Ery Ryb. Zanim to nastąpi musimy dokonać procesu wielkiego sprzątania i oczyszczania, również naszego własnego, duchowego wnętrza. Taka kuracja nie może być przyjemna, ale jest konieczna. Nasza trójwymiarowa rzeczywistość kończy się i przechodzimy do nowej rzeczywistości. Nikt z nas nie potrafi sobie tego wyobrazić, więc nikt nie potrafi tego dokładnie opisać. Według Kalendarza Majów mamy teraz zakończenie cykli czasów. Tzw. promień babiloński wypalił się już i jego moc osłabła, jednak służący mu ludzie o materialistycznej orientacji nie chcą się z tym pogodzić, mimo że w rzeczywistości zawsze byli jego niewolnikami, a nie panami. Niektórzy ludzie mają dusze sługusów i zawsze są gotowi zaprowadzać system wyzysku, który niewoli również ich samych. Obecnie rządy wyzyskiwaczy dobiegają końca, ale zanim odejdą będą próbowały umocnić swoje wpływy i przeciągnąć wielu na swoją stronę. Możemy spodziewać się wielu sporów, awantur, a może nawet walk. Jest jednak pewne, że tak bardzo represjonowana do tej pory duchowość zwycięży i na Ziemi już wkrótce zapanuje zupełnie nowy porządek. Proces ten zakończy się ostatecznie w roku 2013. Każdy, kto postępuje ścieżką rozwoju duchowego i miłości i wprowadza wokół siebie harmonię może spać spokojnie i bez lęku oczekiwać nadchodzących zmian. Kto jeszcze na tę ścieżkę nie wstąpił ma niewiele czasu na podjęcie decyzji. Wkrótce znajdziemy się na rozstajnych drogach i zostaniemy zmuszeni do wybrania jednej z nich, do przejścia do nowej rzeczywistości lub pozostania w starym systemie wyzysku, niewolnictwa i poniżenia. Tak więc będzie to prawdziwy koniec świata, ale tylko dla sług ciemności. Jeśli ktoś na naszej planecie jest naprawdę zły i zasługuje na karę, to są to żyjący wśród nas przedstawiciele sił ciemności, rozpowszechniający te straszne przepowiednie i straszący nas tym, na co sami zasługują.

Napisane przez Nataliia, styczeń 30, 2011
Napisane przez babka, luty 06, 2011
Napisane przez gabi, luty 11, 2011
,,Dzień pański przyjdzie jak złodziej''
Napisane przez ehhh, marzec 25, 2011
Napisane przez kodeli, październik 03, 2011
Napisane przez muffy, listopad 29, 2011
Napisane przez YolandaBeCool, grudzień 31, 2011

Nigdy nie sądziłam że takie coś nastąpi ja miałam plany..... A teraz co się stanie z naszymi rodzinami,mieszkaniami .... Oczywiście tylko Bóg wie kiedy to nastanie żeby chociaż dał nam znak ... Ale może to być prawdą : Wybuchł wulkan,Tsunami w Japoni co jeszcze ??
Napisane przez Jantar, styczeń 04, 2012
Nie chce tu być jakimś prorokiem, Ale wiem że wszystko jest możliwe i zawsze trzeba się liczyć z tym najgorszym.
Napisane przez ja, styczeń 06, 2012
Napisane przez Dante, styczeń 15, 2012
Tylko Bóg zna datę końca wszechrzeczy to prawda. Ale tu jest mowa o końcy cyklu czasu. Głównie o zmianie. Osobiście biorę taką ewentualność pod uwagę ale nie podążam ślepo w tą (jak to mówią zatwardziali konserwatyści) paranoję.
Napisane przez omad, luty 08, 2012
Więc naprawde bogiem nie ma co sobie zawracać głowy, bo oile on istnieje to wielki panowania kościoła i dyktowania ludowi co jest wiarą a co herezją spewnościa wypaczyły jego zdanie... nie no wystarczy sie zastanowić chwile toż ta wiara sie nie trzyma kupy...
Napisane przez madrala, maj 15, 2012
